Janusz Świtaj jest młodym mężczyzną, który przeżył ciężki wypadek, w wyniku, którego stał się osobą niepełnosprawną, zdaną wyłacznie na pomoc innych. Swego czasu wstrząsną opinią publiczną prośbą o eutanazję. Jego prośba sprowokowała zaciekłą dyskusje na ten temat w polskich mediach, a Świtaj stał się osobą rozpoznawalną. Na fali zainteresowania swoją osobą wydał autobiografię, w której opowiada o swoim życiu przed wypadkiem i po wypadku, o kontaktach z ludźmi, niepełnosprawności, marzeniach i powodach, dla których pranie umrzeć godnie.
Po "12 oddechów na minutę" sięgnęłam z ciekawości. Rozczarował mnie w niej bardzo egoistyczny ton, pełen pretensji do całego świata i pojedyńczych ludzi, wiele pretensji do innych, a brak autorefleksji i odrobiny pokory. Czasami miałam wrażenie, że Świtaj za swój stan wini wszystkich tylko nie siebie, oczekuje współczucia, zrozumienia i oddania, w zamian dając morze pretensji i oczekiwań...
Autor jest osobą niepełnosprawną i bardzo mu z tego powodu współczuję. Sama nie wiem czy odnalazłabym się w takiej sytuacji, ale jego autobiografia sprawiła, że spojrzałam na niego z zupełnie innej perspektywy... Niestety nie pokazał się z tej najlepszej strony...
A jakie Wy macie wrażenia i refleksje po tej lekturze?