Może to nie do końca biografia, ani wspomnienie... Od kilku lat Magda Umer i Andrzej Poniedzielski piszą bloga. Część został opublikowana w formie książki, którą bardzo gorąco polecam. I na nic zdadzą się moje pienia i zachwyty. Daję fragment i sami zdecydujcie, czy warto...
Bowiem komary i gupota - łączą się. W czasie moich suwalskich odpocznień moje kontakty z komarami są liczne. Choć za podtrzymywaniem tej znajomości – one są bardziej. Przyglądam im się czasem. Obserwuję je w takim bardzo ważnym momencie ich życia – bo pod koniec. Ale, że one o tym nie wiedzą – zachowują się w miarę normalnie. Są różne. Moje ulubione – to gniade. To, że używam tu określenia maści konia nie jest przypadkowe. Dorodne są. Myślę, że Suwalszczyzna odetchnęła by gospodarczo gdyby zajęła się eksportem gniadych komarów. Obserwuję komary szczegółowo – w początkowym stadium nieco wymuszonego krwiodawstwa. Ale obserwuję je też ogólnie. I dziś już wiem, że z zachowania człowieka względem komara – wiele o tym człowieku można się dowiedzieć. W bezpośredniej konfrontacji Człowiek – Komar ginie Komar. Przynajmniej na razie. Genetyka rozwija się wszakże. Módlmy się by komary nie pozyskały odpowiednich środków na finansowanie tych badań. Komar ginie – acz - Nie jedynie. Ginie w Człowieku część jego spokoju. A spokój dla Człowieka jest tym czym wentylator dla procesora, czym chłodnica dla silnika. Człowiek pozbawiony chłodziwa spokoju przechodzi kolejne fazy zdenerwowania aż po … tu użyję określeń z prośbą o fakultatywne ich potraktowanie …wkurwienie/afekt. Nie od dziś wiadomo, że Natura nosi w sobie wiele wymyślnych rozwiązań do których tzw. Człowiek z charakterystyczną niemrawością dochodzi setki lat nazywając nieśmiałe przybliżenie tychże z charakterystyczną buńczucznością – wynalazkiem. To co dziś nazywamy kamerą termowizyjną – komar, śmiem przypuszczać, miał zawsze. Jeżeli więc ukłucie komara irytuje nas to podnosi się nasza temperatura i stajemy się dla kolejnych komarów obiektem bardziej „widocznym”. Im bardziej – tym bardziej. Co człowiek to inne zachowanie okołokomarowe. Zachowanie się względem komara wiele mówi o naszej wytrzymałości na ból, o naszym stosunku do własności prywatnej (nie ma wszak nic bardziej prywatnego jak krew) o naszym stosunku do sąsiedniej społeczności, opcji. Swoją drogą, strach pomyśleć do czego doprowadziła by nas demokracja gdyby gniade komary w suwalskim zyskały, choćby bierne, prawo wyborcze. Jeden z nas nazwie komara krwiopijcą. Inny – krewnym. Jeden zabije komara natychmiast. Inny poczeka aż komar osiągnie stan zapamiętania transfuzyjnego. Jeszcze inny zareaguje na samą próbę komarzego podfrunięcia ku niemu. A jeszcze inny – poczeka aż komar się zapamięta i w ekologicznym natchnieniu, ostrożnie, za skrzydełka – zasugeruje mu roniąc może nawet łzę wzruszenia – by sobie gdzieś dalej poleciał. Oczywiście musi przy tym uważać żeby ta łza nie spadła na jakiś żywy fragment ekosystemu. Od pewnej suwalszczanki słyszałem, że metodą na komary najlepszą jest pozwolić się obsiąść komarom w całej rozległości ludzkiego ciała. Przez, powstały w ten sposób kożuch komarzy nie przebiją się następne. Ale mało kogo poza suwalskim wytrzymałym ludem stać na takie głęboko zakonne praktyki. Komary zabijamy ręką. Wobec, dojmującego w tej sytuacji braku ogona. Ręką – możemy więc robić to w miarę rozważnie, pewnie, z rozmysłem. Mamy taką możliwość.