A ja wyznaję zupełnie przeciwną większości osób teorię wyższości filmu nad książką - ogólnie. W przypadku Tolkiena nie pozwolę sobie na tak odważny komentarz jednak, a powiem tyle, książka i film to zupełnie co innego. Film skupia się na historii, książka prowadzi nas przez świat w bardziej gawędziarskim, właściwym Tolkienowi charakterze. Totalnie odmienne doznania. Jeżeli mówić będziemy o klimacie, który pochłonął mnie bardziej, to wybiorę film, ale nie wolno obejrzeć go i nie przeczytać książki. (kolejność nie wydaje mi się tu ważna)
Jeszcze dodam słowo do tego dlaczego nie podzielam opinii o wyższości słowa nad obrazem. Moim zdaniem zbyt wielką wagę przywiązuje się do, podobno tak wielkiej wartości intelektualnej liter, i tego że są one dużo wspanialszym nośnikiem historii aniżeli film. Ale czy książka zbuduje taki klimat, czy dostarczy nam muzykę, emocje, doznania i efekty (tak, efekty!) jakie do zaoferowania mają filmy? Czy nadrobi stratę niesioną z niemożnością wykorzystania kadru, artystycznego spojrzenia na ukazanie wydarzeń, zabiegów które dla słowa pisanego okazują się nieosiągalne a ponieść mogą nową jakość wrażeń estetycznych? Książka nie dościga filmu, ale może akurat nie ta
