Witam serdecznie jako nowy użytkownik:)
Pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat serii T.G.
Jako, że od kilku lat zapełniam moja skromną biblioteczkę w najlepsze pozycje fantasy, niewątpliwie Saga Terryego jest jedną z najważniejszych pozycji całej kolekcji. Dlaczego? Takie prozaiczne pytanie, powinno się odpowiedzieć: za świetnie podzielony świat, za specyficzne ludy ,,tubylcze", za pomysłowość i przede wszystkim (z całym szacunkiem dla świata Forgotten Realms) za nie wsadzenie w jedną powieść wszystkiego co magiczne (miecze, topory, zbroje, talerze, sztućce itp itd.). To wszystko racja i prawda. Jednak ja pokochałem Goodkinda za szczegółowość opisów i pójdę o jeden krok dalej: za przedstawienie rzeczy brutalnych w bardzo brutalny, rzeczywisty sposób. Nie raz czułem zgorszenie czytając niektóre tomy. To jest coś czego szukałem! Nie kolorowych krajobrazów i cukierkowego schematu, a zimnego, wyrachowanego i mało wysublimowanego przekazu. To znalazłem w twórczości Goodkinda.
Najlepsze tomy? Napewno PPM, Kamień Łez (ciut przydługi ale tutaj się rozkręcała kwestia dalszych losów), fenomenalny Nadzieja Pokonanych no i trzy ostatnie tomy czyli Pożoga, Fantom i Spowiedniczka.
Najgorszy tom? Niewątpliwie Filary Świata. W sumie można go nawet opuścić:) Nie no żartuje z tym opuszczaniem, jednak trzeba poświęcić mu dużo cieprliwości bo nie koniecznie posuwa cokolwiek w wątku głównym.
Co najbardziej przykłuło mnie w całej serii? Na pewno System i życie Mord Sith. Genialna postać Spowiedniczki i jej serce do walki (wiadomo po kim). Prześmieszny Zedd Zeddicus Zolander.
Co do serialu emitowanego w TV wolałbym się nie wypowiadać ale stwierdzę tylko fakt: Po obejrzeniu jednego odcinka poczułem się zgłwałcony na wskroś, gdyż z tak dobrej serii zrobili przemielonego kotleta, który od samego początku nie nadawał się do spożycia.
Goodkind na papierze TAK, Goodkind na ekranie NIE.