"Ciało i krew" Grahama Mastertona - trudno powiedzieć na czym to polega, ale po przeczytaniu połowy było mi niedobrze. Nawet w horroru trzeba umijętnie dawkować elemeny makabryczne, bo inaczej zamiast strachu czujemy obrzydzenie.

Achaja! Miałam nadzieje na dobrą epicką opowieść, ale strasznie się rozczarowałam. Przeczytałam całą sagę, bo miałam nadzieję, że może nie jest ona tak okropna jak mi się wydawało. O ilości wulgaryzmów już ktoś wspominał... Natomiast po przeczytaniu całości, wydalo mi się, że cała idea tej ksiażki polega na tym, że autor stworzył młodą dziewczynę, a potem zrobił z nią paktycznie wszystko (gwałty, tortury, zamiana w kobietę-kota

... ech, ech). I mimo szczerych chęci nie udało mi się znaleźć powodów na usprawiedliwienie takiej fabuły.