Zmrok Tim Lebbon
„Mocna dark fantasy w tradycji Gaimana i Lovecrafta. Księga 1 mrocznej sagi, nagrodzona British Fantasy Society Award dla najlepszej powieści 2007...”
W ten oto sposób, zostałam uwiedziona, a raczej zwiedziona notką wydawcy…
Nie wspomnę już o recenzjach, pisanych prawdopodobnie „na zamówienie”, których to autorzy zachwalają „Zmrok”, posiłkując się analogią do obrazów uwielbianego przeze mnie Beksińskiego.
Książka z mocnym dark, oraz wymienionymi autorami/artystami ma niewiele wspólnego, a patos i niekonsekwencja aż razi.
Autor sili się na mroczny klimat ale nie oddaje jago atmosfery. Owszem, leje się krew, owszem jest masakra za masakrą, ba – mamy nawet gatunek ludzki hodowany na żywność, zjadanie oczu, wypijanie mózgu, itepe. I… głównego bohatera debila (19-latek zachowujący się jak 12 latek z problemami emocjonalnymi), albo głównego debila – bo wszyscy bohaterowie zachowują się zgoła irracjonalnie. Sam autor natomiast, kompletnie nie panuje nad postaciami, popadając ze skrajności w skrajność
Lebbon starał się wykorzystać motyw powieści drogi, co też mu nie wyszło. Niby idą nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co, ale prowadzi to jedynie do podniesienia się kącików ust – z zażenowania.
Podsumowując: powieść zasługuje na miano najgorszej książki, jaką ostatnio czytałam. Szkoda czasu!
A tego: British Fantasy Society Award , to już kompletnie nie mogę zrozumieć.