Mrocznej wieży postawiłbym jakieś 3+ w szkolnej skali. Miała swoje momenty, np. pociąg w tomie czwartym i pojedynek w piątym, ale ogólnie - właśnie, zdecydowanie przekombinowane. Ogólnie fabuła (trochę spoilerowana) wygląda tak:
Rewolwerowiec Roland budzi się i musi iść do Wieży. Po drodze dołączają do niego postacie z "naszego" świata. Idą, idą, idą. Po drodze mają retrospekcje, niektóre takie na cały tom. Czasem kogoś spiorą. Spotykają nawet Stephena Kinga, autora cyklu o Mrocznej Wieży (poważnie!). Po drodze ktoś nawet zginie, ale przedtem dzięki tej podróży dojrzeje i odniesie zwycięstwo moralne. W finale nastąpi finałowy pojedynek, tadamm!
(koniec spoileru)
Trochę powieść drogi, trochę western, trochę postapokalipsa, trochę różnej fantastyki. Horroru stosunkowo mało. Zdecydowanie nie jest to najlepsza powieść Kinga, parę tysięcy stron to zdecydowanie za dużo. Ambicje za to olbrzymie, King chciał zbudować jakiś mitologiczny meta-świat, zawierający wszystkie światy - zarówno znane z jego innych powieści, jak i "nasz". Ale i tak puste to jakieś i udziwnione.