Na początku miałam trochę oporów zanim zaczęłam "Narrenturm" - właśnie te historyczne różności mnie troszkę hamowały. Ale przełamałam się. Zaczęło się dobrze, od przyzwoitej sceny erotycznej ;D Potem troszkę nudów, masa heraldyki i trochę za bardzo "historycznie", za mało fantastyki, trochę za realnie. Pod koniec stwierdziłam, że nie było tak źle. Polubiłam Reinmara, Samsona i Szarleja. Skończyłam pierwszy tom i zaczęłam "Bożych bojowników". Jak do tej pory podobają mi się najbardziej. Sporo batalistyki, ale i tak całkiem przyjemnie. Obecnie tkwię w ósmym rozdziale "Lux perpetua". Spodobał mi się Birkart Grellenort. W końcu jest więcej magii.
Cóż... Zacząć należałoby od tego, że "nasze" pokolenie czyta mało. A jeśli już musi czytać - to przepuszcza to przez syntezator mowy. Mój młodszy brat - po wakacjach zacznie uczęszczać do liceum - wzdryguje się na widok książki. Ale może to tylko ten wiek (wiadomo - gimnazjum

), może jeszcze zmądrzeje.
Sapkowski to jednak coś zupełnie innego. Tego nie można porównać z Sienkiewiczem. Sapkowski jest brutalniejszy - nie tylko dlatego, że opisuje krwawe rzezie, nie szczędząc szczegółów i malownicze, erotyczne uniesienia bohaterów. On pokazuje rzeczywistość jako brutalną, pokazuje, że tylko tacy naiwniacy jak Reinmar Bielawa, dają się kopać po dupie za sprawę. Świat pana Andrzeja należy do sprzedawczyków, do tych, którzy mają pieniądze i kontakty.
Jako lektura obowiązkowa - to na bank nie przejdzie. Za dużo kontrowersji - i na dokładkę kościół, pokazany takim, jakim faktycznie jest - fałszywym.