1) Wspomniane opowiadanie napisane zostało dla żartu i Sapkowski wielokrotnie wspominał, że nie należy go łączyć z cyklem.
2) Przeanalizuj nieco to opowiadanie i zaraz zauważysz sporo rozbieżności. Sapkowski mógł sobie coś tam rzeczywiście planować wiele lat wcześniej odnośnie sagi i wspomnianego zamku (podobno sporo wcześniej planował trylogię, ale wydawca naciskał na więcej, stąd najgorszy tom cyklu w postaci "Chrztu ognia", gdzie postaci zygzakiem wędrują po mapie, ale nie dzieje się nic, co popycha fabułę do przodu - rzeczy, które wielokrotnie, także we wspomnianym przeze mnie eseju, wytykał wśród mizerii fantasy; młodsi czytelnicy wydają się jednak już tego nie pamiętać), co nie zmienia faktu, że niekoniecznie to co planował jest tym, co napisał. Zwłaszcza, że końcówka wiedźmina co i rusz ma jakieś takie niedoróbki w stylu "rozpędziłem się i co ja teraz z fabułą zrobię?"
Żeby nie było, bardzo lubię wiedźmina i twórczość Sapkowskiego, ale nie jestem bezkrytycznym fanem, który podchodzi do niej na kolanach. Sapkowskiemu zdecydowanie lepiej wychodziły krótkie formy i czasami żałuję, że na nich nie poprzestał.