Tak, spotkanie z tą powieścią było wielką przyjemnością. Ciekawiło mnie zakończenie (szczególnie, czy w pewnym punkcie mam rację), jednocześnie nie zależało mi na szybkim poznaniu jego, było mnóstwo innych interesujących fragmentów, wartych uwagi. Czytało się zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Czuję się oczarowana "Cieniem wiatru", chociaż niektóre fragmenty były smutne, bardzo smutne.
W chwili gdy Daniel Sempere odwiedził po raz drugi Cmentarz Zapomnianych Książek, przyszło mi na myśl, że wiem, kim jest Lain Coubert.

Lubię mieć rację.

Tak swoją drogą, sama chciałabym odwiedzić takie miejsce jak Cmentarz Zapomnianych Książek, to musiała być niezwykła przygoda. Ach!
Jeszcze jedno mi się nasuwa na myśl tak na koniec: Ricardo Aldaya uważał, że może sobie pozwolić na wszystko, co mu się żywnie podoba, nie dbając o jakąkolwiek odpowiedzialność za swe czyny, potem gdy wszystko zaczęło się walić, wplątał i kazał innym ponosić konsekwencje, a sam umył ręce od tego.