Na razie jedyną książką Dickensa, jaką przeczytałem jest Oliver Twist. Jedyną, ale przepiękną i o niej na początku wątku chciałbym kilka słów opowiedzieć.
Oliver TwistTo, co na samym początku mogę powiedzieć o tej książce Charlesa Dickensa – napisana jest genialnym językiem. Jednocześnie poważnym, a w wielu wypadkach zawierający taką nutę ironii, że nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. To wielka sztuka opowiedzieć coś w sposób poważny tak, by jednocześnie wywołać w czytelniku rozbawienie. Przychodzi mi na myśl Andrzej Poniedzielski, który podobny talent również posiada.
Dickens nie zostawia suchej nitki na bezdusznym systemie panującym w ówczesnej Anglii. Bez litości opisuje paradoksy systemu, by chociażby przytoczyć tu ochronki dla sierot. W jednej z nich znalazł się mały Oliver, bohater historii. Zarząd grubych panów objadający się najlepszymi potrawami, podczas gdy dzieci dostają głodowe racje czegoś, co tylko przy wielkiej dozie dobrej woli można nazwać jedzeniem. Jest taka scena w książce, ale bardzo dobrze przedstawił ją także Roman Polański w ekranizacji, gdy na ową kolacje zarządu przychodzi woźny Bumble. Polecam, mistrzostwo.

Mały Oliver wkrótce ucieka z ochronki i zawędruje aż do odległego Londynu. Trafi tam do grupy dziecięcych złodziei kierowanych przez starego Fagina. Przygarniają Olivera, roztaczają nad nim opiekę. Fagin ma nadzieję, że chłopak stanie się jego kolejnym „pracownikiem”.
Życie Olivera przypomina sinusoidę, przepełnione jednocześnie smutkiem, ale też chwilami szczęścia. Czytając naprawdę żal mi było tego chłopca, kiedy to wydawało się, że znalazł oazę szczęścia, wymarzony dom i kochających ludzi, którzy się nim zaopiekowali, ponownie przydarzało mu się nieszczęście.
Nie wiem czy dickensowski obraz XIX-wiecznej Anglii jest stuprocentowo prawdziwy. Jest natomiast wielce wiarygodny dla czytającego, naturalny. Smutny obraz życia angielskiej biedoty, brudnych ulic, biedy, środowisk kieszonkowców i zbirów.
I w tym właśnie świecie znalazł się mały Oliver, delikatny chłopiec, sierota. Los jednak zesłał mu pośród tej ponurej rzeczywistości kilku dobrych ludzi, którzy wyciągnęli do niego pomocną dłoń w momencie, gdy tego potrzebował.
Szkoda, że twórczość Dickensa jest pomijana w szkołach. Może za wyjątkiem Opowieści wigilijnej, której, choć krótka, i tak pewnie wszyscy nie przeczytają. Omija nas spotkanie z naprawdę pięknym słowem. Może miast klepać w nieskończoność Chłopów czy Moralność pani Dulskiej, warto byłoby czasem odejść od sztywnego, skostniałego schematu i wybrać się na wycieczkę, skręcić na chwilę z utartego gościńca w boczną ścieżkę, w jedną z wielu ścieżek, które prowadzą poprzez pasjonujące krainy literatury pięknej, świat, którego z głównej drogi dostrzec nie możemy.