Przeczytałam swojego czasu "Nigdy, nigdy mnie nie złapiecie" i powiem krótko: szału nie ma. Musiałam spojrzeć w swojego bloga, żeby sobie przypomnieć o co w ogóle Whatronowi chodziło, bo wrażenie z lektury było tak nijakie, że wśród dziesiątek innych książek, jakie przeczytałam zupełnie się rozmyło o czym była; poza samym faktem przeczytania niewiele mi z niej w głowie zostało, niestety.
Nie wiem, czy to była dobra opcja na pierwsze spotkanie z Whatronem? Może trzeba było sięgnąć po "Ptaśka" czy nawet tych nieszczęsnych "Spóźnionych kochanków", o których czytam praktycznie same kiepskie opinie?
Obiecałam sobie, że wrócę do tego autora, ale bez pośpiechu - jest tylu innych lepszych pisarzy, których już znam i chciałabym przeczytać kolejne ich książki, że Wharton plasuje się gdzieś na końcu listy... rezerwowej.