Książki w oryginale czyta się o wiele lepiej niż w przekładzie, przynajmniej czyta się to co napisał autor, a nie to, co tłumacz uważał, że napisał autor. I wcale nie trzeba bardzo dobrze znać języka, na początku faktycznie co chwilę sięga się po słownik, ale po pewnym czasie nabiera się wprawy i można bez problemu zrozumieć książkę bez znajomości niektórych słów.
Co do "Ani ...", to pierwszy raz przeczytałam 6 części w 2 klasie podstawówki, byłam dość mocno chora przez 3-4 tygodnie, więc poważnie się nudziłam i posłałam mamę po książki do biblioteki. Gdy się pochwaliłam nauczycielce, to się dziwnie na mnie patrzyła

. Później przeczytałam w 5 klasie podstawówki pierwsze 3 części po raz drugi, gdy "Ania" była obowiązkową lekturą. Od tego czasu nigdy więcej po nią nie sięgnęłam, ale pamiętam, że bardzo, bardzo mi się podobała. Nawet próbowałam znaleźć w sobie duszę humanistki, ale jakoś mi nie wyszło

.