Czytałam "Alę Makotę" będąc w gimnazjum, książka ta bardzo mi się podobała. Czytało się ją szybko, lekko i przyjemnie, była idealna na moje chorowite dni, które spędzałam w domu zamiast w szkole. Lubiłam do niej wracać.
Pamiętam, że bardzo mi się podobało nazwisko Ali (dlatego, że ma związek z kotami) i do dziś mam w pamięci taką sytuację z książki, gdzie pomylono właśnie to jej nazwisko, gdy coś zbroiła. Wówczas powiedziano, że nazywa się Ala Mapsa.
