Coś, o czym nawet nie wiedziałem, że istnieje stało się nagle megabestsellerem pojawiającym się na językach wszystkich wokół, a ja nawet nie zauważyłem kiedy to się zaczęło! Ale do jakiej księgarni (tradycyjnej czy internetowej) nie zajrzę, wszędzie na pierwszych miejscach króluje Zmierzch.
Coś w tym nagłym pojawieniu się jest. Ja to pamiętam trochę z innej strony, od wewnątrz, ze tak powiem. Książka
Zmierzch sprzedawała się u nas słabo, a może przegapiliśmy "ten moment" po prostu, z jej kontynuacją było podobnie. Trochę sprzedanych egzemplarzy było, ale nie żeby dało się odczuć, że to bestseller. O samej książce ani też o autorce jeszcze niewiele było w mediach.
Cisza i spokój w sumie. Nic nie zapowiadało tego, co wydarzyć sie miało później. Bo z nadejściem
Zaćmienia nagle zaczęło być głośno o S. Meyer i o całym cyklu. Nagle cała trylogia (bo jeszcze wtedy to miała być trylogia) wystartowała na pierwsze miejsce pod względem ilości sprzedanych egzemplarzy. Wiem, ekranizacja pierwszego tomu sagi zrobiła swoje, jak to zawsze w takich wypadkach. Magia kina, czy jakoś tak to się nazywa, eh. Istny "buuum" zapanował, takie olśnienie, objawienie, jakby ktoś przybył głosić nowe prawa fizyki...
No a potem, potem to nadeszły zapowiedzi, ze niedługo pojawi się polska wersja
Przed świtem...
