A ja przeczytałam sagę błyskawicznie i uważam, że jest to świetna literatura na odmóżdżenie, jeśli ktoś ma gorszy dzień, można sobie bez obawy sięgnąć i czytać i czytać i czytać... długie to to, i w moim odczuciu z tomu na tom bardziej banalne i wymuszone, ale NIE JESTEM jakąć czytelniczą burżuazją, czytam książki bardzo różne, ciekawe i wartościowe, gdy mam taką formę intelektualną i chłamowate, banalne, ckliwe kiedy mam mózgowe przerażenie.
Uważam, że nie ma co tak strasznie krytykować tego typu literatury, ponieważ moim zdaniem jeśli coś sprawia, że młodzież zaczyna czytać, to już za to jego autorowi należą się mega gratulacje.
zgadzam się w 200% z Makową

ja tam przeczytałam bez przykrości, no może poza pierwszym tomem, który się ciągnął jak stara guma od majtek i gdyby nie to że w czasie zeszłorocznych ferii zimowych wpadły mi w ręce kolejne tomy (siostrzenica jest fanką) , to pewnie bym nie czytała dalej.
Wnerwiała mnie do bólu główna bohaterka, irytował Cullen (wyobrażacie sobie coś nudniejszego niż być wampirem nastolatkiem i całe dziesięciolecia chodzić do różnych szkół w różnych miejscach?

) i wkurzało że główne meandry akcji wszystkich czterech tomów zasadzają się na ratowaniu Belli z opresji, ale nie wiedzieć czemu ciekawa byłam co będzie dalej, no i jakoś dobrnęłam do końca, od połowy 3 tomu to nawet w rosnącym tempie. Właściwie najbardziej mi się podobały wplecione w książkę opowieści o tym skąd się wzięli członkowie rodziny Cullenów oraz indiańskie legendy plemienia Jacoba.
Nie wstydzę się że to przeczytałam, chociaż od bardzo dawna nie jestem już nastolatką i mam niejakie podstawy, żeby uważać się za wyrobionego czytelnika - raz z racji wykształcenia (filologia romańska), dwa z racji ilości książek, które pochłaniam nałogowo od prawie 30 lat) czytam wszystko co wpadnie mi w ręce, chyba że znudzi mnie albo zirytuje do tego stopnia, że nie chce mi się kontynuować
Dla mnie książki są jak jedzenie: czasem masz ochotę na coś prostego i pożywnego, czasem wolisz coś wyszukanego, a czasem hamburgera albo batonik - i co, mam się wstydzić, że czasem wsuwam łakocie?