Powiem tak - od momentu kiedy przeczytałem pierwszą książkę Ryszarda Kapuścińskiego stałem się wielkim entuzjastą jego twórczości. Później praktycznie po kolei kupowałem lub wypożyczałem kolejne jego reportaże. Obecnie mam zdecydowaną większość tego, co wyszło spod pióra pana Ryszarda. I, podobnie jak poprzednik, polecam owe książki każdemu.

Proponuję poszerzyć wątek na całą twórczość Ryszarda Kapuścińskiego.

Dla mnie jest to autor ważny. Od niego rozpocząłem swoją przygodę z reportażem. Wcześniej przedkładałem książki fabularne nad ten właśnie gatunek literacki. Jak się okazało, i co pan Ryszard mi pokazał swoimi książkami, niesłusznie.
Zacząłem od Cesarza i Szachinszacha. A później poleciało z górki. Przy każdej wizycie w bibliotece poszukiwałem książek spod pióra Ryszarda Kapuścińskiego. Potem zacząłem kupować. Większość swojej kolekcji zamówiłem w wydawnictwie Czytelnik, ponieważ mieli dość dobre ceny a przy większym zamówieniu pokrywali koszty przesyłki.
Zachwyciło mnie u Kapuścińskiego, że zawsze był tak blisko wydarzeń. Nie dawał czytelnikowi ogólników jakie słyszymy na co dzień w telewizji. Czytając reportaże Kapuścińskiego jesteśmy blisko wydarzeń które opisywał. Przelewał na papier to co widział, to co usłyszał od innych.
Dla niego ważniejsze od tego, co się działo było: dlaczego to się działo. Próbował zrozumieć, dociec źródeł konfliktów, ich genezy.
Nie koloryzował faktów. Niejednokrotnie podkreślał w swoich wypowiedziach, że najważniejszym dla niego jest, by nie zanudzić czytelnika. Pisał, krótko lecz treściwie.
Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że czytać reportaże Kapuścińskiego to jakby przenosić się do tamtych wydarzeń, do tamtego czasu. Niemal czuje się atmosferę miejsc, które opisywał. Ryszard Kapuściński poświęca wiele uwagi nie tylko problemom wielkiej polityki, wojen, on opisuje także losy zwykłych ludzi. Bardzo mnie rozbawiło, gdy przeczytałem, że w jednej z republik radzieckich wraz z nadejściem postępu technicznego rodzice zaczęli nazywać dzieci: Traktor, Lemoniada. Albo sposoby na dręczenie przeciwnika przed meczami Salwador-Honduras. Gdy tłum stał przed hotelem drużyny i walił w co się da nie dając spać piłkarzom.
Nigdy nie byłem w Etiopii, prawdopodobnie nie zdarzy mi się w przyszłości tam pojechać, ale dzięki Cesarzowi przynajmniej wiem, jak tam wygląda życie. Podobnie ma się rzecz w odniesieniu do innych krajów, w których bywał pan Ryszard i o których pisał.
Przed sięgnięciem po Cesarza nigdy wcześniej nie czytałem reportażów. Nie wiedziałem czy mi się spodobają. Wiadomo, książkę fabularną czyta się ciekawiej. Jednak moje obawy były bezpodstawne.
Warto jeszcze wspomnieć o 5 tomach Lapidariów. Te zbiorki cytatów, myśli, krótkich opisów zdarzeń są wspaniałe. Ile ciekawych spostrzeżeń zamieścił w nich autor. Nie trzeba czytać Lapidariów jednym tchem, od deski do deski. Można wziąć je do ręki, otworzyć na dowolnej stronie i przeczytać kawałek. A nóż trafimy na ciekawą myśl.
