Dawkins to taki Maciej Giertych a rebours.
Samolubny gen - bardzo dobra książka, owszem, też ideologiczna, ale jako tako trzymająca się faktów, choć główna teza "rządzą nami geny", dla których jesteśmy tylko takim "wehikułem", jest ryzykowna i śmieszna. Tak samo można powiedzieć, że rządzą nami atomy, grawitacja i komórki. A domy są sposobem cegieł na przetrwanie etc.
Bóg urojony - prymitywny atak na religię, z pozycji XIX-wiecznego pozytywisty-scjentysty, któremu się wydawało, że wszystko wiadomo. Tyle od tamtej pory powstało nowych teorii fizycznych, że dawno zerwano z determinizmem i prostą, przyczynowo-skutkową wizją świata. Kwestia Boga wciąż pozostaje otwarta i nigdy nie udowodni się Jego istnienia "naukowo". Ani nie zaprzeczy.
Takie książki jak Bóg urojony tylko szkodzą dla zachowania ostrożnego konsensusu, jaki panuje w relacjach nauki i religii, bo uwiarygadniają wizerunek naukowców jako wściekłych antyreligijnych oszołomów. Tak samo jak szkodzą pomysły profesora Giertycha, walczącego z teorią ewolucji. Tyle że Dawkins to naukowy superstar. Większość naukowców stara się nie zaprzęgać ideologii do nauki, niezależnie od tego czy wierzy, czy nie.
Ale może i to jest celowe - obie strony, dzięki tej walce, wyostrzają swoje narzędzia i sposoby argumentacji.
"Widowisko...", obawiam się, znów nie tyle będzie o ewolucji, co o tym, jak to dowodzi ona nieistnienia Boga. Raczej temu panu podziękuję.