Autor Wątek: Zbieracz truskawek Monika Feth  (Przeczytany 215 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kaś

  • Kubuś Puchatek
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Zbieracz truskawek Monika Feth
« dnia: Sierpień 04, 2010, 11:53:48 am »
Na czytanie tej książki wybrałam (oczywiście przez przypadek) rewelacyjny czas.
Bowiem:
- akcja książki toczy się na wakacjach - u nas wakacje pełną parą,
- wakacje opisywane w książce są upalne- gdy czytałam tą książkę był skwar okrutny,
- truskawki w tytule i treści typowo letnie- czytając pożerałam tony truskawek, wypijałam litry koktajli truskawkowych....wszędzie czułam truskawki (grunt to odpowiedni nastrój),
- w wakacje najlepiej czyta się thrillery- się świetnie czytało.
Zacznę totalnie nieprofesjonalnie (ale czy kiedykolwiek u mnie na blogu było profesjonalnie, heh?no, nie:) ) do książki przyciągnęła mnie okładka- rewelacyjna! Prosta,magiczna jakby i elektryzująca.
Następnie przeczytałam wiele dobrych recenzji na rożnych blogach
A gdy zaczęłam czytać sama było już z każdą stroną coraz ciekawiej.
"Zbieracz truskawek" to thriller psychologiczny. Historia opowiedziana z perspektywy kilku postaci.
Z perspektywy mordercy, jego ofiar i ich bliskich.
W przedziwnych okolicznościach giną dziewczyny, ofiary najczęściej są zgwałcone, mają obcięte włosy i giną od ciosów nożem. Ich martwy wzrok ukazuje ogromne zdziwienie. Są ofiarami niebezpiecznego i nieuchwytnego psychopaty. Wszyscy są przerażeni. A koszmar się dopiero zaczyna...
Historia niewiarygodna, ale z drugiej strony totalnie prawdziwa, realna, taka która może się zdarzyć obok nas, byleby nie nam.
Bo czyż na świecie nie ma ludzi chorych, spaczonych umysłów???? Czy na świecie nie ma psychopatów, których ukształtowało złe dzieciństwo?
Czy na świecie nie ma zwykłych dziewczyn, które potrzebują tylko, żeby ktoś je pokochał i pokazał im, że jest ich całym światem?
Otóż są- i psychopaci- bo tak nazwałabym tego mordercę. Otóż i są na świecie młode dziewczyny, które dopiero poznają życie, które czasem potrzebują "kogoś", kto pomoże im nieść ich bagaż emocjonalny....w związku z czym bardzo szybko dają się omamić i ślepo wierzą w człowieka, który ich otoczy tym czego tylko one pragną.A to z kolei dla postaci jak nasz tytułowy "Zbieracz truskawek" młyn na wodę.
I choć moglibyśmy się pokusić o próbę zrozumienia tytułowego mordercy- to ja się o to nie pokusiłam, z gruntu był dla mnie zły. Jedyne co mnie raziło to ufność...kogo? Nie powinnam pisać, bo mogłabym za dużo zdradzić, a thrillery mają to do siebie, że nie powinno się wiele o nich wiedzieć przed przeczytaniem ich.
Ja książką byłam porażona- w pozytywnym słowa znaczeniu, nie mogłam się oderwać, a jednak musiałam, bo już tak mam, że czasem muszę napięcie zmniejszyć. Thrillerów niestety nie czytam za jednym podejściem, chcę, ale czasem nie mogę. Zatem czytanie było jak oglądanie serialu - ale i czytanie i oglądanie seriali lubię bardzo więc nie mogę się skarżyć.
Książkę polecam, wciąga, zadziwia i wywołuje emocje...a mi o to w czytaniu właśnie chodzi.

Offline Rebellish

  • Piotruś Pan
  • *
  • Wiadomości: 12
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
Odp: Zbieracz truskawek Monika Feth
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 04, 2010, 07:41:31 pm »
Dopiero po przeczytaniu książki przychodzi nam na myśl, jak dwuznacznie można zinterpretować tytuł. Bo ma on tak jakby drugie dno, które właściwie poznajemy dopiero podczas czytania lektury. Oczywiście to zależy, co jak kto interpretuje, bo być może tylko tylko ja bardziej zagłębiłam się w tytuł i spróbowałam odnaleźć jego inną naturę.

Fabuła tej książki jest faktycznie bardzo oklepana. Morderca, przyjaciółka zmarłej, która poprzysięga zemstę, zabójstwa na tle seksualnym... Właściwie od samego początku wiadomo, czego można się spodziewać i większego zaskoczenia nie ma. No i w dodatku to uczucie, jakby książka została napisana trochę nieporadnie, bez większej wprawy. Nie podobało mi się to, jak toczyła się akcja. Początkowo wszystko szło bardzo mozolnie, brak dowodów, śledztwo stanęło w miejscu. Później wszystko poleciało tak, jakby dostało kopa. Tajemniczym zbiegiem okoliczności wszystkie rzeczy zaczynają robić się podejrzane, cudowne zbiegi okoliczności, dowody wyłożone jak na tacy, które pasują (dziwnie) tylko do jednego człowieka, którego początkowo o nic zupełnie się nie podejrzewało. Denerwujące było to, że nagle, ni stąd, ni zowąd wszystko stało się jasne. To skutecznie mogło trochę czytelnika zniechęcić do dalszego czytania, jednak nie mnie. Bo w zasadzie książka sama w sobie jest całkiem przyjemna.

Czytając, ma się wrażenie, jakby ta książka była mieszanką wybuchową. Tu thriller, tam kryminał. Troszkę obyczajówki, a nawet znalazło się miejsce dla romansidła. Oj, źle się czyta takie książki, gdy wszystko jest nawalone i nie wiadomo właściwie, jaki gatunek książka sobą prezentuje. Chociaż niektórym może to się spodobać, bo właściwie dzięki temu książka wydaje się być naprawdę lekką lekturą, którą można przeczytać za jednym zamachem. Co prawda nie wciąga zbyt mocno, ale ma w sobie to coś, co nie pozwala się oderwać.

Podobało mi się to, że książka jest napisana z kilku punktów widzenia. Głównej bohaterki, jej przyjaciółek, matki, policjanta, no i samego mordercy. I to właśnie ten punkt widzenia podobał mi się najbardziej, bo mamy okazję głębiej przyjrzeć się tej postaci i chociaż po części zrozumieć jego motywy, które doprowadziły go do takich działań. Choć to znowu nie do końca jest jasno wyjaśnione.

No i w zasadzie mogłabym tę książkę polecić, choć tak na jeden raz. Bo nie nadaje się ona do czytania wielokrotnego, aby później do niej powrócić. Całkiem fajnie się ją czyta, no i jest naprawdę przyjemna. Nadaje się na zabicie czasu.
„Widziałem kiedyś śmierć, która zbierała dusze zmarłych do małych butelek i później je wypijała. Śmierć ta miała ostre jak brzytwy kły. Uśmiechnąłem się do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Chciałem jej dotknąć, lecz gdy wyciągnąłem rękę, napotkałem tylko zimną taflę lustra.”