Na czytanie tej książki wybrałam (oczywiście przez przypadek) rewelacyjny czas.
Bowiem:
- akcja książki toczy się na wakacjach - u nas wakacje pełną parą,
- wakacje opisywane w książce są upalne- gdy czytałam tą książkę był skwar okrutny,
- truskawki w tytule i treści typowo letnie- czytając pożerałam tony truskawek, wypijałam litry koktajli truskawkowych....wszędzie czułam truskawki (grunt to odpowiedni nastrój),
- w wakacje najlepiej czyta się thrillery- się świetnie czytało.
Zacznę totalnie nieprofesjonalnie (ale czy kiedykolwiek u mnie na blogu było profesjonalnie, heh?no, nie:) ) do książki przyciągnęła mnie okładka- rewelacyjna! Prosta,magiczna jakby i elektryzująca.
Następnie przeczytałam wiele dobrych recenzji na rożnych blogach
A gdy zaczęłam czytać sama było już z każdą stroną coraz ciekawiej.
"Zbieracz truskawek" to thriller psychologiczny. Historia opowiedziana z perspektywy kilku postaci.
Z perspektywy mordercy, jego ofiar i ich bliskich.
W przedziwnych okolicznościach giną dziewczyny, ofiary najczęściej są zgwałcone, mają obcięte włosy i giną od ciosów nożem. Ich martwy wzrok ukazuje ogromne zdziwienie. Są ofiarami niebezpiecznego i nieuchwytnego psychopaty. Wszyscy są przerażeni. A koszmar się dopiero zaczyna...
Historia niewiarygodna, ale z drugiej strony totalnie prawdziwa, realna, taka która może się zdarzyć obok nas, byleby nie nam.
Bo czyż na świecie nie ma ludzi chorych, spaczonych umysłów?

Czy na świecie nie ma psychopatów, których ukształtowało złe dzieciństwo?
Czy na świecie nie ma zwykłych dziewczyn, które potrzebują tylko, żeby ktoś je pokochał i pokazał im, że jest ich całym światem?
Otóż są- i psychopaci- bo tak nazwałabym tego mordercę. Otóż i są na świecie młode dziewczyny, które dopiero poznają życie, które czasem potrzebują "kogoś", kto pomoże im nieść ich bagaż emocjonalny....w związku z czym bardzo szybko dają się omamić i ślepo wierzą w człowieka, który ich otoczy tym czego tylko one pragną.A to z kolei dla postaci jak nasz tytułowy "Zbieracz truskawek" młyn na wodę.
I choć moglibyśmy się pokusić o próbę zrozumienia tytułowego mordercy- to ja się o to nie pokusiłam, z gruntu był dla mnie zły. Jedyne co mnie raziło to ufność...kogo? Nie powinnam pisać, bo mogłabym za dużo zdradzić, a thrillery mają to do siebie, że nie powinno się wiele o nich wiedzieć przed przeczytaniem ich.
Ja książką byłam porażona- w pozytywnym słowa znaczeniu, nie mogłam się oderwać, a jednak musiałam, bo już tak mam, że czasem muszę napięcie zmniejszyć. Thrillerów niestety nie czytam za jednym podejściem, chcę, ale czasem nie mogę. Zatem czytanie było jak oglądanie serialu - ale i czytanie i oglądanie seriali lubię bardzo więc nie mogę się skarżyć.
Książkę polecam, wciąga, zadziwia i wywołuje emocje...a mi o to w czytaniu właśnie chodzi.