To wielka powieść, która w bezpretensjonalny sposób rozlicza się z totalitaryzmem stalinowskiego ZSRR. Nie bez przyczyny stawiana jest w jednym rzędzie obok "Archipelagu Gułag" Sołżenicyna i "Doktora Żywago" Pasternaka.
Sama powieść to mozaika złożona z losów około setki ludzi -
Rosjan, Niemców, Żydów i Ukraińców. Żołnierzy,jeńców,matek, synów, jak również postaci powszechnie znanych jak Adolfowie Hitler i Eichmann czy Józef Stalin.
Stalin nie jest tu genialnym wodzem, lecz najzwyklejszym tyranem. Zwykli Rosjanie dzielnie walczyli i ginęli, ale w zamian nie otrzymali nic poza bajką o wolności, którą "przynieśli" innym narodom. Znamienne są tu słowa autora: "Największym z sekretów wojny, duchem jej tragedii, było prawo jednego człowieka do posyłania innego człowieka na śmierć".
Sama książka zmusza do refleksji nad tym czy przeciwstawienie się systemowi totalitarnemu i trwanie w swoim oporze jest możliwe (co unaocznia postać inżyniera Sztruma).
"Życie i los" to dogłębna analiza wojny w każdym jej aspekcie. Pojawiają się tu znakomite epizody reporterskie, które zadziwiają swoja precyzją oraz rozmachem. Na długo w mojej pamięci pozostanie scena toastu wznoszonego przez Niemców w komorze gazowej i przede wszystkim ta w której pełna nienawiści Rosjanka daje kromkę chleba niemieckiemu żołnierzowi nad ciałem małej dziewczynki.
Z powieści Grossmana czerpią garściami inspiracje inni twórcy. Warto tu wspomnieć o powieści "Łaskawe" Jonathana Littela czy postaci Zajcewa z filmu "Wróg u bram"
Wyborne to było czytanie. Po prostu trzeba przeczytać, bo nie sposób omówić i wyliczyć wszystkich zalet i aspektów tej powieści napisanej na 880 stronach. Nie tylko dla zainteresowanych tematyką wojenną, ale przede wszystkim dla zainteresowanych ludzkim życiem...