Może i roboty po tym nie będzie, ale jeśli ktoś ma już papierek na to, że jest magistrem z ‘poważnego’ kierunku, to w ramach rozwijania swojej pasji, ma do dyspozycji i taką możliwość. Nie widzę w tym niczego złego ani dziwnego. Gdy jakieś zjawisko społeczne staje się częścią kultury, to trafia wreszcie pod lupę badaczy i w rezultacie zyskuje status dyscypliny naukowej.
Jakiś czas temu słyszałam o kierunku, na którym można uczyć się o zespole The Beatles i jestem pewna, że podobnych przykładów na nietypowe kierunki, kursy można by znaleźć wszędzie, nie tylko wśród Brytoli.